To debiutancki album Polskiego kwartetu Tatvamasi, którego liderem jest Grzegorz Lesiak i w którego skład wchodzą: saksofonista Tomasz Piątek, basista Łukasz Downar i perkusista Krzysztof Redas. Album składa się z siedmiu oryginalnych, instrumentalnych utworów, skomponowanych przez Lesiaka i wydanych przez prestiżową amerykańską wytwórnię Cuneiform, jedną z największych specjalizujących się w nowej muzyce cross-genre, która na swoim koncie ma obszerny katalog wydanych albumów. Tym samym Tatvamasi to jedna z bardzo nielicznych młodych Polskich grup zyskująca międzynarodową uwagę już pierwszym debiutanckim albumem – trzeba przyznać, że jest to całkiem imponujące.

Mimo, iż historia i pochodzenie lidera tworzą fascynująca opowieść, słuchacz powinien ocenić muzykę samą w sobie. To prawdziwie cross-genrowy twór, ta muzyka wymyka się prostej klasyfikacji i jednoznacznej kategoryzacji, co obecnie jest dość często spotykanym fenomenem, szczególnie między młodymi Polskimi składami, które co raz to wybijają się na lokalnej scenie zaskakującą witalnością i niesamowitym talentem. Z Tatvamasi wcale nie jest inaczej i naprawdę trudno jest uwierzyć, że jest to debiutanckie nagranie i praca tak młodych artystów.

W muzyce widoczne są ślady tego, co rozpoczęło się wiele dziesięcioleci temu, czyli British Jazz-Rock Fusion, łączącej jazzowe improwizacje z rytmicznymi formami rocka. Oczywiście ta muzyka jest tak współczesna jak tylko jest to możliwe, składając hołd swoim korzeniom zajmuje mocne miejsce na obecnej scenie muzycznej zarówno w kwestii ogólnego klimatu jak i dynamiki. Ale poza jazz-rockiem jest tu też wiele innych inspiracji, często bardzo od siebie odległych, jak Punk, Wold Music, Ambient, Minimalizm czy oczywiście Free Jazz i Muzyka Improwizowana. Biorąc pod uwagę fakt, że muzyka nagrana była w studio praktycznie live, bez overdubbingu czy innych studyjnych czarów, okazuje się, że to, co słyszymy, jest tym, co się naprawdę wydarzyło, kreatywnością uchwyconą w locie.

Godny pochwały jest też osobisty wkład członków zespołu; lider snuje prawdziwie piękne melodie i pamiętne riffy; saksofoniście w jego improwizacji udaje się unosić się wysoko ponad wszystkim, podczas gdy sekcja rytmiczna trzyma na wodzach często trudną muzykę, przewodząc dynamice i prowadząc ją bezpiecznie przez liczne zakręty i serpentyny.

Album jest powiewem świeżości a słuchanie go jest świetną zabawą. Różnorodność części, które głównie są bardzo rozległe, cały czas utrzymuje słuchacza w gotowości. Dzieje się tam tyle, że konieczne jest parę podejść, aby pojąć to muzykę w całym jej jestestwie. Oczywiście ludzie, którzy są osłuchani/ obcują z muzyką improwizowaną docenią ją natychmiast.

To najbardziej imponujący debiut, który obiecuje ciekawą przyszłość i po raz kolejny utrwala pozycję Polskiej sceny muzycznej jako źródła nowej i fascynującej twórczości. W rzeczy samej – świetna robota!

Adam Baruch